Trening

Cardiff Halfmarathon

Była to przygoda na którą czekałam kilka miesięcy. Pierwszy raz leciałam samolotem i pierwszy raz byłam w Anglii, za co niezmiernie jestem wdzięczna Adamowi: za cudowną gościnę w Cardiff jak i sam pomysł biegu za granicą.
Co nieco opowiem Wam o samym Cardiff. Ma ponad 300 tysięcy mieszkańców i jest stolicą oraz największym miastem Walii. Ilość hoteli, ludzi w tym mieście jest dla mnie oszałamiająca. W ogóle, to miasto tętni życiem cały czas. Myślę, że nigdy nie śpi. Komunikacja miejska – zaliczona. Gdybyście byli, bilet całodniowy na autobusy (jedziesz ile i gdzie chcesz) kosztuje 3,60£. Sklepów pełno. Pogoda niestety zbytnio Nam nie sprzyjała bo w większości padało, na szczęście w dniu biegu na jakiś czas się trochę wypogodziło.

Jeśli chodzi o sam półmaraton. Organizacja całkiem OK. W punktach odżywczych (a były 3) podawano izotoniki, wodę oraz żelki. Trasa – HARD! O matko, gdy sobie to przypomnę to miazga. Raz z górki, a za chwilę podbiegi. Naprawdę było ich dość sporo, a fakt braku treningów przez ponad miesiąc, dał mi się potem odczuć podczas trzy-dniowych zakwasów. Na trasie był ogrom kibiców, tyle jeszcze nie widziałam. Ah! Jeśli chodzi o liczebność biegaczy, startowało ok. 17-18 tysięcy, z czego ok. 15 tys. ukończyło bieg. Co było dla mnie zadziwiające, nie było limitu czasowego. Niektórzy skoczyli półmaraton powyżej 4 godzin. W Polsce zazwyczaj dają max. 3 godziny. Po za tym, ludzie biegli poprzebierani, a w danych punktach odcinkowych muzykę puszczali znani DJ-e oraz grały różne orkiestry. Klimat cudowny. Niestety życiówki nie było, ale dobiegłam bez problemów do mety:)Oczywiście dostaliśmy medale, koszulkę, całą reklamówkę z gadżetami.
I do mojej kolekcji mogę dodać drugie już zdjęcie oraz spotkanie ze sportowcem Colinem Jacksonem! (były rekordzista świata w biegu przez płotki na 110 m)

Podsumowując: Cudowna przygoda, inna aniżeli w Polsce. 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *