Life style

Moje początki, słów kilka…

            1 kwietnia to dobry początek miesiąca oby opowiedzieć Wam trochę z innej beczki, jak to u mnie było z tym „cudownym” bieganiem.
Tak nawiasem mówiąc, wczoraj skończył się marzec. Z ciekawości zerknęłam ile kilometrów wyrobiłam. Wyszło tylko 70 km – mało, porównując styczeń gdzie było tego ponad 160. Ale niestety w każdym sporcie spotyka się tego złego czyli kontuzję, spowodowaną brakiem rozgrzewki i słabym rozciąganiem, a na dodatek moje dzieciaczki po przebiegniętych 1400 km dały jednak znak, że czas na zmianę obuwia. Ale jak to twierdzę, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – gdy miałam shin splits, bieganie zastąpiłam głównie rowerem, więc patrzę a tam prawie 200 km w tym zimnym marcu! Jestem z siebie zadowolona, bo ten miesiąc pokazał mi jak bardzo trzeba być cierpliwym ale też jak ważne jest rozciąganie i urozmaicenie swoich treningów. Pamiętajcie, nie tylko bieganiem człowiek żyje. Korzystajcie z innych aktywności sportowych, na pewno się nie zawiedziecie.

A powracając do tematu początków mojego biegania… Widzicie, za kilka dni będę mieć znów kolejną rocznicę. Dokładnie 18 kwietnia 2013 roku wyszłam po raz pierwszy na trening biegowy nad poznańską Wartą. Wtedy jak się okazało ( co jest dla mnie szokiem, bo nie zdawałam sobie z tego w ogóle sprawy!!!) przebiegłam 1 km, w tempie 11:21. Z jednej strony MASAKRA, a z drugiej zobaczcie jak wiele można wypracować przez 3 lata! Jestem naprawdę w szoku i chciałabym tutaj powiedzieć szczególnie tym, którzy zaczynają: Nie przejmuj się, jakim tempem biegniesz. Ważne, że coś robisz. A liczy się każdy, najmniejszy krok który jeszcze bardziej przybliża Cię do spełnienia celu. Słuchaj, gdyby nie Moja silna wolna i pokonywanie słabości pewnie nadal byłabym otyłą osobą, jadła popcorn i piła Colę, siedziała w domu, oglądała telewizję i myślała: ja p****ole, ale to życie jest nudne, szare, bezsensu. No jasne, bo przecież patrzenie w monitor ma dać Mi/Ci jakiekolwiek szczęście? Weź te cholerne buty, załóż dres i wyjdź na powietrze. Tam to dopiero jest PIĘKNE Życie.

 

 

Po wcześniejszych latach umartwiania się i siedzenia w domu, odżyłam na nowo. I naprawdę to dało mi bieganie. Patrzę na świat inaczej, lepiej. Korzystam z każdej wolnej chwili, żeby nie siedzieć w domu. I pewnie dlatego większość za mną nie nadąża, bo na dodatek się rządzę i mam co minutę nowe pomysły.   Życie jest za krótkie aby siedzieć przed telewizorem i oglądać obce życie innych ludzi ( no chyba, że macie czasem manie tak jak ja oglądać BBC Earth bo to akurat uwielbiam, za te wszystkie interesujące dokumenty). A w bieganiu osiągnęłam dużo, bardzo dużo. Zobaczcie sami to porównanie  (zdjęcie).. 3 lata  temu tempo: 10:35 a dziś: 5:38. Nie da się? Gówno prawda, jasne że się da. Wystarczy tylko chcieć.
Naprawdę jestem z siebie bardzo DUMNA. A Wam życzę wiecie czego? CIERPLIWOŚĆI w dążeniu do celu! Bo jest o co walczyć. Nie tylko poprawi się Wam samopoczucie, ale i też będziecie wyglądać lepiej. Sama coś o tym wiem… Udanego, najlepszego Piąteczku!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *