Life style

III ICE MAT PÓŁMARATON

III ICE MAT Półmaraton Ostrów Wlkp. Zaliczony. Przyszedł ten dzień, w którym dość spontanicznie stwierdziłam: „nie kibicuję, muszę zmierzyć się z tą trasą jeszcze raz”.

I tak się stało wczoraj, poszłam i kupiłam swój pakiet. Wystartowałam o godzinie 13. To właśnie w tym miejscu 2 lata temu, pierwszy raz w życiu zmierzyłam się z dystansem półmaratońskim. Teraz chciałam sprawdzić, już w końcu OSTATNI raz ( bo na pewno już tam nie pobiegnę) czy dam radę. Ogółem trasa w Ostrowie jest płaska i jak to mówią „najlepsza na życiówki”. Jak dla mnie to gówno prawda.  Mnie nie podoba się ta trasa, bo są to pętle po 7 km. Za każdym razem, przekraczając jedno okrążenie myślisz o kolejnym zamiast skupić się na czerpaniu radości z biegu. Jak biegłam w 2014 roku – padał deszcz i było bardzo zimno. Tym razem był upał, ponad 25 stopni, trasa:  asfalt i chodnik, zero cienia. Minus wielki dla organizatorów, bo było bardzo mało wody. Gdy po pierwszym okrążeniu na dystansie ok. 6 km wzięłam jeden kubek wody żeby się oblać, drugi żeby wypić i trzecim kubkiem był izotonik, to po 8 km potrzebowałam znów wody.. a w głowie myśl: dopiero za 6 czy 7 km będzie punkt. Strasznie mnie to demotywowało, żeby biec dalej. Z resztą, już od 3-4 km miałam wielką walkę wewnątrz siebie. Chciałam stanąć i zrezygnować, było mi słabo, popuchły mi dłonie ( nigdy tak nie miałam wcześniej) i doszło całkowite odwodnienie. Nie wiem jak wygląda to u Was, ale u mnie odwodnienie uwidacznia się w ten sposób, że jest mi zimno ( dziwne nie? Powinnam się pocić, a tu zupełnie odwrotnie) i mam gęsią skórkę, nie pocę się. Ale postanowiłam, że wytrwam, zagryzę zęby i dobiegnę (chyba, że byłoby już całkiem źle, to zeszłabym). Chociażby dla rodziców, żeby zrobić im niespodziankę bo nikt nie wiedział że wystartuję. Tak naprawdę pokłony tutaj w stronę moich przyjaciół: Kasi i Wojtka, którzy mnie namówili, oczywiście jako trening przez Poznaniem i w sumie w ramach pokonania własnej słabości: jak biegłam pierwszy raz byłam tam przedostatnia,  a w tym roku poprawiłam swój czas w tym miejscu o 14 minut, także da się. Podziwiam się, że dałam radę. Nienawidzę biegać w słońcu i w upale. Dlatego zawsze bardzo cenie sobie bieganie zimą, w śniegu. W Ostrowie milion razy w myślach schodziłam z trasy, a trylion przeklinałam siebie, że chce to zrobić i dam radę. I zrobiłam to. Oczywiście popełniłam jak zawsze ten sam błąd, czyli zaczęłam za szybko, dobre 5 km biegłam tempem 5:00, co potem odbiło mi się już na 13 km bo przyszedł całkowity kryzys, a zazwyczaj tak mam na 18…Ale muszę Wam powiedzieć jedno, nie lubię tam biegać bo brakowało mi dopingu ( mi daje on dużo! Zawsze mnie niesie i dzięki temu lepiej mi się biegnie), towarzystwa ( bo ostatnio biegam zawsze z kimś), zespołów na trasie i super atmosfery do której jestem przyzwyczajona już na biegach. Niektórzy nawet nie rozumieją, jaki sens ma bieganie, nawet na zawodach i to jest przykre. Ja tutaj chciałam bardzo podziękować Kasi, która po przekroczeniu mety, wróciła po mnie i biegła ze mną! Właśnie takich ludzi kocham najbardziej na świecie! Dajecie wsparcie, wtedy kiedy jest naprawdę źle!

A następny cel: Poznański Półmaraton, który już za 2 tygodnie. Aaaa… to będzie już mój 7 półmaraton! Ale teraz będzie MEGA DOBRZE, bo w moim mieście i z moją biegową siostrą. I co jest najistotniejsze? Nie pobiegnę już sama i nie będzie mi się dłużyło, a metę przekraczamy na pewno RAZEM. Nie wyobrażam sobie inaczej. I na pewno pobiegniemy od początku spokojnie, a potem będziemy cisnąć, choć szczerze? Nie obchodzi mnie wynik, ważna jest zabawa i przyjemność z biegania. I Wam też tego życzę: Bierzcie z tego jak najwięcej szczęścia, a nie minut i sekund…

Wasza Endo

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *