Podróże

Polskie Tatry czyli zeszłoroczne klimaty!

Wiem, że luty to dość późny termin na podzielenie się z Wami moimi wspomnieniami z zeszłorocznych wakacji ale… zawsze lepsze to niż nic!

W końcu moje obrazki wyjdą na światło dzienne, ot co!

Ogólnie zaczynając to.. we wrześniu zaplanowaliśmy sobie wyjazd w góry. Nie takie o górki, tylko w Nasze polskie Tatry. A że Kraków po drodze, to stwierdziliśmy, że warto wpaść. Tym bardziej, że Michał ani razu tam nie był, ja natomiast już nie zliczę ile razy tam bywałam, ale to uroki tego że ma się tam bliskich przyjaciół.. 😉

Z Krakowa dużo zdjęć nie mam, za to we wspomnieniach pozostaną opowieści Macieja z Miklaszowa, który jako rodowity krakowiak oprowadził nas po zakamarkach dzielnicy Podgórza.

Będąc przy okazji niedaleko Oświecima, wykorzystaliśmy chwilę i skoczyliśmy zwiedzić Muzeum.
Byłam tam po raz drugi i po raz drugi towarzyszyły mi takie same emocje. I pomyśleć, że na studiach chciałam mieć tam praktyki achiwalne… Po czasie jednak stwierdzam, że chyba nie dałabym rady bywać na stałe w tym miejscu. Samo muzeum jest… w sumie to nie będę komentować, bo to zbyt intymne. Zostawiam Was na chwilę ze zdjęciami.

Po licznych spacerkach po krakowskich uliczkach, czas był w końcu na tą nieszczęsną zakopiankę. I korki. Niestety Michał nie wie, kiedy następnym razem pojedzie w góry..a wszystko przez zła nawigację i ilość samochodów! smuteczek…

Ale powracając.. w Zakopanym byliśmy tydzień. Dużo chodzenia, dużo jedzenia i dużo energii. Tak, tego potrzebowaliśmy najbardziej w tym miejscu. Oczywiście jak przychaliśmy to lało. No jakby miało być inaczej we wrześniu.. No ale pogoda była nam nie straszna, ubraliśmy buty, peleryny i szliśmy na Gubałówkę. Oczywiście przemokliśmy do suchej nitki, ale przynajmniej ludzie z nizin (czytaj 5 osób z Wielkopolski) rozpoczęli swoją wyprawę od małej górki.

Budzimy się we wtorek a tam znów… deszcz! Szlag by trafił to Nasze chodzenie, a we wtorek miała być Kopa Kondracka czy wejście na Giewont. Stwierdzilismy więc, że dziś sobie pochillujemy i skoczyliśmy do term chochołowskich ( polecamy kupony z Grouponów, 50 zł na cały dzień!). Tam jak na dzieciaki przystało pokąpaliśmy się i odpoczęliśmy w spa na maksa. Baterie naładowane. Wieczorem były planszówki i w środę wiedzieliśmy, że nie ma bata – idziemy na szlak.

Na nasze nieszczęście zabawa w termach zakończyła się dla Michała chorobą.. Całkowite osłabienie, ból gardła i nadmierne pocenie się przy jakiekolwiek aktywności. Żeby jednak nasz urlop się udał, początkowo zaplanowaliśmy chodzenie po dolinach ( mieliśmy nadzieję, że Michał się wykuruje i nasze plany wejścia na Giewont udadzą się).

Wyruszyliśmy więc w stronę Doliny Kościeliskiej. Znajduje się w Tatrach zachodnich i ma ok. 9 km długości. Najwyższym punktem w otoczeniu Doliny Kościeliskiej jest Błyszcz (2159 m). Z doliny jest widoczna, choć nie leży bezpośrednio nad nią, Bystra (2248 m) – najwyższy szczyt Tatr Zachodnich.
Dolina Kościeliska tworzy długi i głęboki wąwóz skalny, ściany którego w trzech miejscach zwanych bramami zbliżają się blisko do siebie. Są to: Niżnia (Brama Kantaka), Pośrednia (Brama Kraszewskiego) i Wyżnia Kościeliska Brama (Brama Raptawicka)
Po 9 km spacerze trafiliśmy do Schroniska górskiego PTTK na Hali Ornak, gdzie  z Michałem posiłkowaliśmy się zupkami, bo był bez sił, a reszta ekipy wyruszyła w stronę Stawu Smreczyńskiego. Nam niestety nie udało się dotrzeć, a Michał zbierał siły do ich powrotu.

W czwartek planowaliśmy wyruszyć na Giewont. Wszyscy się spakowaliśmy, Michał niby się zregenerował. Ale niestety… po 5 km wchodzenia pod górę nie dawał rady, zrezygnowaliśmy w dwójke z wchodzenia na szczyt bo jednak zdrowie ważniejsze i rozdzieliliśmy się z Naszą grupą ( która bardzo szybko zdobyła ten szczyt!). Jak widać nie było nam dane w tamtym roku go zdobywać. W zamian za to, poszliśmy pozwiedzać sobie Zakopane. Odwiedziliśmy cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku (Nazwa cmentarza pochodzi od nazwiska darczyńcy ziemi, na której jest zlokalizowany, Jana Pęksy), który zawsze mnie urzeka swoją oryginalnością. Zobaczcie sami:

Przed cmentarzem po lewej stronie od wejścia znajduje się zabytkowy kościółek pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, najstarszy drewniany kościół w Zakopanem, powstały w latach 1847–1852. Wystrój wnętrza tworzą obrazy ludowe oraz drewniane figurki pochodzące z połowy XIX wieku. Na ołtarzu replika częstochowskiej ikony Czarnej Madonny.
Od 1 lipca 2013 pobierana jest przez parafię opłata od zwiedzających cmentarz. Pieniądze przeznaczane są na konserwację obiektów.

Oczywiście trafiliśmy też na znane Krupówki, gdzie nie obyło się bez oscypka z żurawinką.

Piątek był chyba dla mnie najlepszym dniem podczas całego naszego urlopu. Dotarliśmy w moje wymarzone miejsce, jakim jest Hala Gąsienicowa.

Tak, ZAKOCHAŁAM SIĘ.
Na Hali znajduje się duże i bardzo popularne schronisko PTTK „Murowaniec” oraz kilka innych budynków: szałasy, leśniczówka, strażniczówka TPN „Gawra”, Stacja Obserwacyjna Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN i baza taterników, tzw. „Betlejemka”.

Baza wypadowa na Kościelec, Zawrat, Granaty, Świnicę, Kozi Wierch oraz Kasprowy Wierch. Szlaki te poza szlakiem na Kasprowy nie są łatwe. Dla początkujących nadaje się też szlak nad Czarny Staw Gąsienicowy. Stamtąd zaczynają się trudniejsze szlaki na Zawrat oraz na Kościelec przez przełęcz Karb.

My oczywiście ( pogoda była w końcu piękna!) rozkoszowalismy się pyszną zupką w Murowańcu i słoneczkiem. Piękna tego miejsca nie da się oddać słowami, ani nawet zdjęciami. Musiecie koniecznie tam dotrzeć!

Ostatnim miejscem do którego się wybraliśmy w sobotę była Dolina Chochołowska, która zwiedziliśmy inaczej bo… ROWERAMI. Wjazd był tragiczny, bo dużo kamieni ale z powrotem uhuhu, tak szybko dawno nie zjeżdżałam. Dolina ta, jest najdłuższa i największa w polskich Tatrach, znajdująca się na zachodnim skraju polskich Tatr Zachodnich i stanowiąca lewą odnogę doliny Czarnego Dunajca. Zajmuje obszar ponad 35 km² i ma długość ok. 10 km. Dojechaliśmy do  Schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej i tam rozkoszowałam się przepysznym plackiem, polanym jagodami! mmm… 🙂 Polecam schronisko!

A na sam koniec naszej pięknej przygody powróciliśmy na Gubałówkę, żeby pożegnać Nasze piękne Góry. Z nadzieją, że za niedługo znów się zobaczymy i zdobędziemy kolejne szczyty! Jesli się zastanawiacie nad polskimi Górami, z czystym sercem polecam i marzę już o nastepnej wycieczce.

Wasza Endo 🙂

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *